10 lipca 2017

Czy chcesz być debilem?

....albo lepszy tytuł: Kiedy Twój sąsiad okazuje się być skończonym idiotą!
Tak czy siak dziewczyny, nie o tym w ogóle miałam pisać po tak długiej przerwie, nie to miało być celem moich nocnych wypocin, ale skoro życie czasem weryfikuje nasz światopogląd to zdecydowałam się Wam o czymś opowiedzieć. Same ocenicie czy to ze mną jest coś nie tak czy to On okazał się dupkiem?
Piszę Wam to właściwie ku przestrodze, ja jeszcze nie zakończyłam sprawy, ale są wakacje, podróżujecie, różne rzeczy mogą się zdarzyć.


Parę dni temu wybrałam się z chłopakami na działkę za miasto. Jeżdżę tam od lat. Tam spędziłam połowę swojego młodzieńczego życia. Pamiętam jak biegłam na pociąg i po przejściu paru kilometrów docierałam na miejsce.  Ja tam organizowałam najfajniejsze grille świata, tam piłam najlepsze wino na ziemi, bo dziadkowe, tam przeżyłam najstraszniejszą burze w swoim życiu i to tam pierwszy raz tłumaczyłam się Policji czemu o 22:00 gra muzyka. Z tym miejscem wiążę ogrom cudownych wspomnień i to własnie tam jeżdżę z chłopakami kiedy tylko mogę, a w szczególności teraz. Latem. Zabieram Ich tam prawie codziennie, nie marudzę, że ciężko, że wyprawa i inne bzdury, że muszę zabrać 3 torby, rowery i jakiś dodatkowy, najczęściej nieplanowany majdan. Zawożę Ich tam, by choć przez parę godzin dziennie mogli powdychać świeżego powietrza, by mogli dotknąć drzew, których na moim osiedlu z lupą by szukać.



Tam własnie moi rodzice urządzili dla chłopców raj. Najlepszy plac zabaw mógłby przy tym miejscu nie istnieć, bo tam mają wszystko. Począwszy od 3 chuśtawek (widziałyście kiedyś tyle na blokowym placu zabaw, ja nie?!), zjeżdżalnie, piaskownice i Ich, swoich ukochanych: Babę i Dziadzia. 

I wtedy też wybraliśmy się tam ponownie, by pośmigać na rowerkach, pograć w piłę i poskakać beztrosko w kałuży.
Drogę znam jak własne ciało, każde drzewo, każdy zakręt, wiem gdzie pies wyskoczy, gdzie pasą się krowy, gdzie koniecznie trzeba zwolnić, a gdzie bezwarunkowo stanąć. Mijam zawsze dwa przejazdy kolejowe, jeden dopiero od dwóch lat strzeżony. Jak się domyślacie zabezpieczony dopiero po tragicznym wypadku, w którym zginęły 3 młode osoby i drugi, nadal niestrzeżony, bez szlabanów i świateł.


Ja się dziewczyny ZAWSZE zatrzymuje przed przejazdem kolejowym! Zawsze! Czy to jest właśnie tam, czy to jest na drugim krańcu Polski. Czy to jest trasa pociągu pośpiesznego czy wąskotorówka. ZAWSZE! I tak było też wtedy. Na niestrzeżonym przejeździe kolejowym, jak zawsze podjechałam pod górkę, by się zatrzymać i zobaczyć czy nie nadjeżdża pociąg. To takie miejsce, w którym trawy wyrastają tak wysoko, że osobówką ciężko coś zobaczyć, ale można, ba! TRZEBA! podnieść głowę, nachylić się, być pewnym, że nie jedzie pociąg!

Mam ten komfort, że jeździmy dużym autem, wyżej siedzę, teoretycznie lepiej wszystko z niego widać, ale uwierzcie, nawet z niego patrząc, a to przecież wysokie auto, przez te cholerne trawsko widać pociąg w stosunkowo bliskiej odległości. 

Wtedy go jednak zobaczyłam! Zbliżał się.

Nie wiem jak Wy, ale Ja mam taki odruch dziewczyny, że jak nadjeżdża pociąg to cofam, odjeżdżam autem!
Cofam, by czuć, że na 100% jestem na tyle daleko, by ewentualny podmuch wiatru wywołany pędzącym pociągiem nie ruszył auta.
I co, łapię wajchę, wrzucam wsteczny, patrzę w lusterko, a tam, auto. Blacha w blachę! Ktoś stanął za mną na wyciągnięcie ręki!! Jakiś skończony debil, stanął za mną przed przejazdem kolejowym, nie zachowując należytej odległości. 
Ja mam nerwy ze stali, później dopiero trzęsę się jak galareta, ale widząc ten pociąg, który wciąż jedzie, wciąż nie zwalnia, trąbie ile wlezie, rzucam swoim autem, by dać temu debilowi znać:
SPIEPRZAJ. Pociąg jedzie, MUSZĘ COFNĄĆ!


Zdążyłam dziewczyny.



Nie wiem za którym trąbnięciem? Moim? Kierowcy auta stojącego po przeciwnej stronie torów? Cofnął. Pociąg przejechał. My przejechaliśmy przez tory. Ja obrzuciłam kierowce jadącego za mną auta przekleństwami.

Odjechałam. Przeszło mi przez myśl wysiąść, nawrzeszczeć, ale byłam tylko Ja, niespełna 165 cm, do tego moja kochana Niania, lat 71 i Oni, niczego nie świadomi, moi ukochani Synowie. I co bym zrobiła, kogo bym tam spotkała, kto by wysiadł z tego służbowego auta i czy coś by mi zrobił, gdybym dała upust swojej złości? Zerknęłam tylko w lusterko i zobaczyłam gdzie parkuje.


Odjechałam.



Zaparkowałam pod działką, wysadziłam chłopców i  zaczęłam w głowie analizować co się stało, co mogło się stać, co powinnam zrobić, co zrobiłam , a czego nie? Pomyślałam, pójdę tam. Powiem coś, ale co? Krzyknęłam do najbliższych: idę. I poszłam. Idąc tak, starałam się wyciszyć emocje i doszłam do wniosku, że zachowam się kulturalnie i zwyczajnie powiem, że nie życzę Mu (kimkolwiek jest) takich emocji jakie przed chwilą mi zafundował.

Wiedziałam o nich tylko tyle, że to nowi sąsiedzi w okolicy, postawili dom w zeszłym roku, piękny, sama się zachwycałam, wiedziałam, że mieszka w nim dziecko - dziewczynka, bo wielokrotnie mijaliśmy ją gdy bawiła się przed furtką, więc idę...

Ktoś zdążył wjechać do środka, poznaję auto stojące przed domem. Widzę, że mają domofon, więc dzwonie.

Odbiera facet, po głosie, ok. 40-tki, grzecznie pytam czy to On przed chwilą przejeżdzał, przez przejazd kolejowy? W jego głosie słyszę podirytowanie. Potwierdza, że tak. To mówię, że nie życzę mu takiej sytuacji gdy przewozi dzieci, jaką mi przed chwilą zafundował stając autem tuż za mną. On mi na to, że nie widział pociągu. Ja, że rozumiem, ale, że chciałam cofnąć, a nie miałam gdzie, bo stanął za blisko, a On mi odpowiada:
"Rozsądnie byłoby przejechać!"
Zszokowana zdążyłam tylko wypowiedzieć zdanie: Czy on wioząc swoje dzieci i widząc nadjeżdżający pociąg, by przejechał?
Odpowiedzi jednak już nie usłyszałam, nic nie usłyszałam więcej, bo Pan odłożył słuchawkę, zwyczajnie się rozłączył.

I Ja Was pytam dziewczyny: Czy to nie jest debil? Dupek jakich mało? Epitetów ciśnie mi się na język tysiące i co z tego?

Od tego zdarzenia jeździłam inną już drogą, by nie kusić losu, aż do dziś, gdy to nie Ja byłam kierowcą, a mój mąż i chcąc nie chcąc przejeżdżaliśmy obok tego człowieka. Dla kontrastu, jak to w życiu bywa, zobaczyłam jego żonę, bawiącą się córeczkę i jego, po prostu istna sielanka. 

2 komentarze:

  1. Masakra, ja znając siebie i swój wybuchowy charakter chyba bym tego idiotę zmieszała tak z błotem, ze głowa mała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i on sobie zdał sprawę, że jest idiotą tylko mu się głupio było do tego przyznać? Może od teraz będzie bardziej uważał - w to chcę wierzyć. Trzymajcie się (u mnie na placu zabaw pod blokiem są trzy huśtawki)

    OdpowiedzUsuń

Ja piszę posty, a Ty komentujesz...Możemy się tak umówić?