Być mamą wcześniaków..

Urodziłam Was w 33 tygodniu ciąży.. To był wtorek, pamiętam jakby to było dziś. Miałam zgłosić się do szpitala w poniedziałek gdyby cokolwiek mnie zaniepokoiło, a gdybym czuła się dobrze miałam przyjechać dopiero za tydzień i leżeć i czekać na poród.. Wtedy nie sądziłam, że tego dnia postanowicie pokazać się światu... Wtedy tak naprawdę nie wiedziałam o życiu nic. Opisy, wspomnienia, przeczytane książki, artykuły, teksty, to nic w porównaniu z rzeczywistością...

Mnie, pokazano tylko Dwóch z Was, Trzeciego nie było mi dane wtedy zobaczyć. Słyszałam natomiast płacz każdego z Was, ucałowałam Dwóch i Was zabrano... Wszystko co mogłam wtedy zrobić, to mieć nadzieję, to się modlić i prosić, by Ktoś mi powiedział.. zapewnił, że będzie dobrze... 
..bywało jednak różnie..
Terminy medyczne zupełnie były mi obce. Albo Mnie przerażały, albo do Mnie nie docierały... 
Pierwszy raz w życiu widziałam inkubator na żywo, mogłam go dotknąć, chociaż nie chciałam... pierwszy raz widziałam w nim dzieci. Maleńkie, z szeroko otwartymi oczkami, śpiące, mające sine rączki i nóżki od wkłuć, z plasterkami na stópkach, z wenflonami w główkach, pierwszy raz widziałam niemowlaka całego w gipsie... do tej pory słyszę jego przeraźliwy płacz! 
I widziałam "tam" też Was. Widziałam monitory, wskaźniki, słyszałam każdy ich dźwięk. I chociaż wiedziałam, że one ratują Wam życie, tak bardzo chciałam móc Was tulić, całować bez ograniczeń. Nie patrzeć na kable, a móc poczuć się swobodnie. Tego się nie zapomina, do tego myślami nie chce się wracać, ale wraca... czasem zupełnie nieświadomie, wydarza się coś, mówi wam ktoś coś, a wspomnienia tamtych chwil macie w sekundzie przed oczami...
Często... za często... 
Codziennie? Tak, codziennie, gdy trzymam Wasze małe rączki, a mój wzrok powędruje na Wasze dłonie widzę blizny... i zawsze Mnie wtedy ukłuje w sercu, tego nawet nie da się wyrazić słowami... pojawi się myśl, wspomnienie, na sekundę zrobi się cholernie smutno...
Nikt nie zrozumie mnie jak to boli, jak jest mi przykro. Nikt nie odpowie na Moje pytanie: Czy gdybym leżała całą ciąże, donosiłabym Was do końca? Nie poznam już odpowiedzi..
Łzy ciekną mi po policzkach, dawno tak się nie rozryczałam...
...bo to tak cholernie boli, to wraca, w szczególności w taki Dzień jak dziś...
Nie uwierzę, że mama wcześniaka zostanie zrozumiana przez mamę, która urodziła dziecko o czasie.... to jest niemożliwe...
Dzieli Nas przepaść. Przepaść skrajnych emocji: od strachu, bólu, bezsilności, zmęczenia, rozżalenia po euforie i radość. Radość z drobiazgów, które My zauważymy i My docenimy...
Ta walka w pierwszych dniach, miesiącach i latach o Nasze wcześniaki jest dla Nas wyznacznikiem wszystkiego. I chociaż nie różnimy się niczym, chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, to ten początek, ten start, wyznacza nam kierunek dalszych działań.


Szymek pojawił się na świecie jako pierwszy. O g. 13:00 głośnym okrzykiem oznajmił swoje przybycie. W chwili narodzin ważył tyle co butelka mineralki z bułką :) (1580 gram)
Zaraz po Nim na świat przyszedł Titi, pieszczotliwie nazywany tak przez braci, była wtedy g. 13:01. Ważył wtedy 1400 gram.
I chwilę po Nich, donośny okrzyk wydał z siebie Jasiek, była              g. 13:03. Ważył wtedy 1820 gram.

Aktualnie wszyscy ważą ponad 12 kg, mają się świetnie i serdecznie pozdrawiają swoje czytelniczki :)

Komentarze

  1. Mam okazje byc najpierw mama dziecka donoszonego do konca ciazy a pozniej mama wczesniaka....uwierz mi obawy o zdrowie i zycie dziecka sa takie same w obu przypadkach... Jestem przekonana ze kazda mame boli serce nawet jezeli przejdzie jej przez mysl ze to czy tamto mogloby spotkac jej malenstwo. Takze napewno mama dziecka urodzonego jest w stanie zrozumiec co przechodzi mama wczesniaka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się nad tym co napisałaś i myślę, że nie o tym samym mówimy. Strach i obawy o dzieci nieważne jak urodzone jest i będzie taki sam ale nie da się porównać strachu matki, której dziecko rodzi się przedwcześnie, którego nie może tulić od pierwszych chwil jego życia, która często nie wie i nie rozumie dlaczego poród nadszedł już, do strachu matki, która rodzi o czasie. Nie moim zamiarem było ujmować, którejś z nas, oceniać czy ktoś lepszy/gorszy. Moje przemyślenia pochodzą z obserwacji otoczenia, jak różnie podchodzimy do spraw zdrowia naszych dzieci mając różne doświadczenia.

      Usuń

Prześlij komentarz

Ja piszę posty, a Ty komentujesz...Możemy się tak umówić?

Popularne posty